Zaznacz stronę
Małgorzata Ozdoba: Krakowska edukacja z głową w chmurach. Małopolska Chmura Edukacyjna

Małgorzata Ozdoba: Krakowska edukacja z głową w chmurach. Małopolska Chmura Edukacyjna

W obliczu ogromnego bezrobocia wśród absolwentów wyższych uczelni, coraz częściej mówi się o niedostosowaniu programów nauczania do realnych wymagań rynku. Nierzadko skarżą się także pracownicy uniwersyteccy, uważający że maturzyści trafiają na studia bez podstawowej wiedzy, są nieprzygotowani do dalszych etapów edukacji. Jednym z pomysłów mających pomoc w rozwiązaniu tych problemów jest projekt Małopolska Chmura Edukacyjna.
Przedsięwzięcie rusza w styczniu 2014 z programem pilotażowym, obejmującym na początek koło 200 szkół. Właściwa jego część planowana jest na lata 2015-2020 i ma być dofinansowana z budżetu Unii Europejskiej. Podstawowym założeniem całego pomysłu jest nawiązanie współpracy krakowskich uczelni z małopolskimi szkołami ponadgimnazjalnymi. Na początek ma powstać odpowiednie zaplecze informatyczne, które umożliwi wspólne viedokonferencje, wymianę doświadczeń i dotarcie do uczniów szkół ponadgimnazjalnych. Docelowo współpracą mają być objęte wszystkie placówki ponadgimnazjalne na terenie całego województwa.
Małopolska Chmura Edukacyjna działać ma pod egidą Akademii Górniczo- Hutniczej, ale do projektu zgłosiły się także inne krakowskie uczelnie, które postanowiły zadbać o odpowiednią współpracę z potencjalnymi studentami. Uniwersytet Jagielloński, Uniwersytet Rolniczy, Ekonomiczny, Pedagogiczny i Politechnika Krakowska nawiązały w tym celu współpracę z 16 jednostkami samorządu terytorialnego.

4W ramach projektu profesorowie uniwersyteccy i uczniowie objętych programem szkół mają wspólnie prowadzić badania, organizować wirtualne laboratoria i wykłady w 10 dziedzinach. Małopolska Chmura Edukacyjna pomoże w rozwoju fizyki, informatyki (AGH),matematyki, biologii (UJ), chemii i budownictwa (PK), przedsiębiorczości i kształtowania postaw obywatelskich (UEK), a także pozwoli na badania nad środowiskiem i żywnością (UR) i ma wspierać zainteresowanie młodzieży językami obcymi (UP). Dzięki tak dobranemu zestawowi dziedzin nauki, każdy uczeń będzie miał możliwość uczestniczenia w zajęciach organizowanych w ramach Chmury, niezależnie od swoich predyspozycji (ścisłych lub humanistycznych). Zaangażowanie pracowników uczelnianych z pewnością nie pozostanie bez wpływu na kompetencje nauczycieli, którzy będą mieli znacznie lepszy dostęp do bieżących wydarzeń w nauce, dzięki czemu będą mogli efektywniej się dokształcać i rozszerzyć swoją pracę z uczniami o niedostępne dotąd elementy- na przykład doświadczenia laboratoryjne.
Przedsięwzięcie niesie korzyści nie tylko dla szkół ponadgimnazjalnych biorących w nim udział, ale także dla zaangażowanych jednostek akademickich. Uczelnie mogą nie tylko dotrzeć do potencjalnych studentów i w pewien sposób „wychować” ich sobie zanim jeszcze przekroczą próg uniwersytetu. To także doskonała okazja do pochwalenia się zasobami, laboratoriami i sukcesami, co w obliczu coraz mniejszej ilości studentów i postępującego niżu demograficznego nie jest bez znaczenia. Projekt pomoże także odmitologizować środowisko uniwersyteckie i przybliżyć je osobom niezwiązanym z nim na co dzień. Dostęp do pracowników naukowych nawet dla studentów danych uczelni bywa mocno ograniczony. Małopolska Chmura Edukacyjna pozwoli to zmienić i otworzyć tę hermetyczną społeczność na doświadczenia z zewnątrz, kontakt z pozauniwersyteckim światem. Wydaje się, że może to przynieść jedynie korzyści wszystkim zainteresowanym stronom. Warto przyglądać się rozwojowi tego projektu i w miarę możliwości, zachęcać młodzież do udziału w prowadzonych zajęciach. Być może na podobne przedsięwzięcia zdecydują się samorządy i uczelnie z innych regionów Polski.

Małgorzata Ozdoba

ozdoba

Jakub Budzyński: Patologie na polskich uczelniach

Jakub Budzyński: Patologie na polskich uczelniach

Nepotyzm i nieformalne układy towarzysko-zawodowe są jednymi z ważniejszych problemów szkolnictwa wyższego w Polsce. Dotykają one głównie kierunków, które są tradycyjnie najbardziej oblegane i uchodzą za najbardziej prestiżowe, ale nie jest to reguła. Z nepotyzmem na polskich uczelniach można zetknąć się dosyć często, z pewnością łatwiej wskazać jego przykłady niż z nimi skutecznie walczyć. Jednocześnie jest to problem uniwersalny, występujący wśród ludzi chyba od zawsze, a najlepszym sposobem walki z nim jest osobista uczciwość i wysokie standardy moralne, a to dziś godna pochwały rzadkość.

Trzeba jasno stwierdzić, że walka z nepotyzmem nie ma na celu wytrzebienia z polskich uczelni wszelkich przypadków, w których to pracownicy jednego ośrodka naukowego są ze sobą w jakikolwiek sposób spokrewnieni. Niejednokrotnie potomkowie uznanych profesorów również wykazują się obiektywnie dużymi osiągnięciami na niwie naukowej, a na stopnie i tytuły przed nazwiskiem faktycznie zasługują. O nepotyzmie jako o patologii można mówić wtedy, gdy pracownik naukowy o kiepskim dorobku, ale ostały na uczelni „przez zasiedzenie” załatwia swemu pociotkowi, równie miernemu intelektualnie, stały etat i pewne miejsce w jednej z katedr. Cierpi na tym polska nauka, uczelnie i w efekcie studenci. Złośliwi nazywają współczesne uniwersytety „spółdzielniami”, które nie dbają o wynik naukowy, a o swój własny interes i wypuszczanie co roku jak najwyższej liczby absolwentów, którzy nierzadko są bardzo słabo przygotowani do zawodu.

1

Ponad dwa lata temu walkę ze zjawiskiem nepotyzmu na polskich uczelniach rozpoczęła ówczesna Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego Barbara Kudrycka. Z dniem 1 października 2011 roku w życie wszedł przepis, zgodnie z którym pomiędzy dwoma spokrewnionymi ze sobą pracownikami naukowymi nie może zaistnieć bezpośrednia zależność służbowa. Gdy przetłumaczymy język prawniczy na język codzienny, przepis ten stanowi, iż kierownik danej katedry lub zakładu nie może zatrudnić w jednostce, którą zarządza, nikogo ze swoich krewnych. Regulacja ta ma tyluż zwolenników, ilu krytyków. Zwolennicy przepisu wskazują na wyeliminowanie dość powszechnego przedtem zjawiska, polegającego na tym, że rodzic bywał bezpośrednim przełożonym swojej córki lub syna. Taka sytuacja jest z gruntu niejasna, ale przeciwnicy nowych regulacji zwracają uwagę na to, że nowe uregulowania nie wyeliminowały istoty problemu, która polega na tym, iż pracownicy jednego ośrodka naukowego często są zaprzyjaźnieni, więc dzięki układom towarzyskim mogą wzajemnie wyświadczyć sobie przysługę, zatrudniając dzieci swoich znajomych. Prawo można również obejść drugą stroną. Wystarczy sztucznie podzielić katedrę na dwie, niezależne i równorzędne jednostki.

Czasami w grę wchodzą naprawdę poważne pieniądze, ponieważ nepotyzm przekłada się również na przydzielanie niekiedy bardzo wysokich grantów dla z góry wskazanych badaczy. Dotyczy to głównie promowanych dziś kierunków ścisłych, które charakteryzuje duży współczynnik innowacyjności. Wiosną 2013 roku ogólnopolskie media informowały o dużych nieprawidłowościach w finansowaniu badań na Politechnice Wrocławskiej. Podstawione osoby, będące krewnymi bądź małżonkami pracowników tej uczelni, figurowały jako autorzy publikacji na temat robotyki i informatyki. Prokuratura ustaliła, że mogło dojść do wyłudzenia nawet miliona złotych od Skarbu Państwa.

Na niektórych uczelniach, jak na przykład na Uniwersytecie Wrocławskim usiłowano wprowadzić wewnętrzne regulacje, rozszerzając zakres ich obowiązywania z  poziomu katedr czy zakładów do całych wydziałów, ale i tam propozycja ta napotkała na opór władz uczelni. „Rzeczpospolita” jako skrajny przykład ułomności funkcjonowania nowego prawa wskazuje Uniwersytet Rzeszowski, na którym Wydział Prawa tworzy dziewięćdziesięciu pracowników naukowych, a dwudziestu czterech z nich to osoby spokrewnione. Przy tworzeniu nowych przepisów zapomniano bowiem wskazać, kto zgodnie z prawem miałby weryfikować stopień spokrewnienia między pracownikami. Nasuwa się refleksja o zdroworozsądkowym stosowaniu prawa, ale polska kultura prawna pod tym względem jeszcze kuleje.

2

Być może warto zastosować metodę, która skutkuje u naszych zachodnich sąsiadów czy w Stanach Zjednoczonych. Tam absolwent nie ma prawa rozpocząć studiów trzeciego stopnia na swojej macierzystej uczelni. Po uzyskaniu stopnia doktora młody naukowiec znowu musi zmienić uczelnię. Jest to również system motywujący do twórczej pracy, który znacząco ukróca osiąganie kolejnych stopni kariery naukowej „po starej znajomości”.

Podobnym do nepotyzmu problemem są nieformalne układy w ramach kadry profesorskiej na uczelniach medycznych. Znowu wina tkwi w systemie, który zasadza się na rozliczaniu uczelni z ilości, a nie jakości tworzonych tam prac. Istnieją przypadki, kiedy w ciągu jednego roku jeden promotor potrafił wypromować od czterech nawet do dziesięciu doktorantów. Jest to praktycznie ilość hurtowa i trudno mówić o wysokim poziomie prac przygotowywanych w takich warunkach. Dodatkowo promotorzy podsuwają sobie nawzajem prace podopiecznych, by w majestacie prawa móc dopisać kolegów z innych katedr do grona opiekunów naukowych doktoranta. Ponadto przyjacielskie układy pomiędzy promotorami znacznie ułatwiają zdobycie przychylnej recenzji, szczególnie teraz, gdy potrzebne są przynajmniej dwie pozytywne recenzje z zewnątrz. Ustawa z 2011 roku stanowi niestety niewielkie utrudnienie takich praktyk. Wspomniane wcześniej przeze mnie określenie „spółdzielnia” zatem wcale nie jest nadużyciem.

Problem nepotyzmu na polskich uczelniach ustałby chyba dopiero wtedy, gdy głównym parametrem oceny pracy naukowej stałaby się nie ilość, a jakość jej przejawów. Godziwe wynagrodzenie za twórczą pracę naukową, poprzedzone wnikliwą weryfikacją efektów pracy być może mogłoby zamienić „być czy mieć” w „być i mieć”.

Jakub Budzyński

2014-01-12_10h12_28

Marta Zagrajek: Studia podyplomowe prawa dowodowego, kryminalistyki oraz nauk pokrewnych

Marta Zagrajek: Studia podyplomowe prawa dowodowego, kryminalistyki oraz nauk pokrewnych

W dobie wyrafinowanych przestępstw i perfidnych kryminalistów, nie dziwi fakt otwierania coraz to nowszych kierunków studiów dotykających tematyki kryminalnej, dowodowej i sądowej. Na samym tylko Uniwersytecie Warszawskim niedawno powstała kryminologia jako osobny kierunek studiów (dokładnie pierwsza rekrutacja odbyła się w 2012 roku) zamiast bycia specjalizacją na prawie. To kolejne interdyscyplinarne dążenia do stworzenia profilu absolwenta szkoły wyższej o wielu talentach i z niekłamanym potencjałem do pracy.

O ile resocjalizację i szeroko ujętą profilaktykę społeczną możemy spotkać na wielu uniwersytetach, o tyle tak oryginalne kierunki jak kryminologia są wciąż rzadkością. Dlaczego? Stany Zjednoczone (Uniwersytet w Wirginii)[1] i Wielka Brytania ( Uniwersytet w Londynie)[2] przodują w tej kwestii, ale przecież nie można szukać przyczyn tego zjawiska w dużej skali tamtejszej przestępczości. Na uwagę profesjonalistów zasługuje każde przestępstwo. Nie powinniśmy czekać na wielką epidemię genialnych kryminalistów, aby zacząć kształcić ludzi, którzy mają ich powstrzymywać.

kryminal

W ślad za Uniwersytetem Warszawskim poszedł Uniwersytet Gdański, który zawędrował odrobinę dalej – kierunek kryminologia jest tam nawet dostępny w trybie studiów pierwszego stopnia (na UW mamy do czynienia ze studiami wyłącznie drugiego stopnia). Kryminologię można będzie od 2014 roku studiować także na Uniwersytecie w Białymstoku – w trybie stacjonarnym oraz niestacjonarnym, wyłącznie na pierwszym stopniu. W związku z tym cieszy inicjatywa, jaką podejmuje dalej Uniwersytet Warszawski w tym obszarze nauki – otwierając studia podyplomowe w Centrum Nauk Sądowych UW.

Jako studia interdyscyplinarne mają łączyć w sobie kilka dziedzin – administrację, prawo oraz nauki techniczne i przyrodnicze. W czasie trwania studiów zostaną poruszone w szczególności takie tematy jak: prawo karne, prawo cywilne, prawo administracyjne, psychologia pamięci, fizyko-chemiczne metody identyfikacji, profilowanie kryminalne, toksykologia sądowa oraz informatyka śledcza. Wiele z tych dziedzin mogłoby być osobnym kierunkiem studiów ze względu na pokaźny materiał naukowy zgromadzony do tej pory na świecie (na przykład informatyka śledcza, która w dobie szeroko rozpowszechnionego Internetu jest niezwykle przydatnym narzędziem do rozwiązywania różnej maści przestępstw czy toksykologia sądowa, która ułatwia określenie przyczyn śmierci).

Państwo

Rok

Liczba przestępstw

Wykrywalność (w %)

Polska

2012

1.119.803

67,8

USA

2012

1,060,028

46,8

Źródło: Opracowanie własne na podstawie danych o przestępstwach kryminalnych[3].

Intrygująca kwestia, jaką jest profil psychologiczny kryminalisty, także jest w Polsce w powijakach. Mamy kilku profilerów, którzy nie są zbyt doceniani przez organy ścigania, ani ogół społeczeństwa (i nawet cudowne rozwiązywanie zagadek kryminalnych w telewizji tutaj nie pomaga). Nie sugeruję tutaj sytuacji, w której polegalibyśmy wyłącznie na takim profilu sprawcy i zamykali inne możliwości – lecz czasem w natłoku poszlak bądź ich niedoborze, znajomość człowieka, jego psychiki i tego, jaką motywacją się kieruje, może być bardzo pomocne w ujęciu konkretnego przestępcy. W Polsce najbardziej znanym jest Jan Gołębiowski, który wydał pierwszą w kraju książkę na temat profilowania sprawców przestępstw[4].

311

Zastanawiać może jednak fakt, czy maturzyści bądź absolwenci studiów pierwszego stopnia będą z premedytacją wybierać takie kierunki, inspirując się nowoczesnymi serialami kryminalnymi, czy też będą z pełną świadomością realizować swoje zamierzone cele. W tym aspekcie wielką rolę będzie odgrywać wcześniejsza edukacja, odpowiednie nastawienie młodego człowieka i ewentualna presja ze strony najbliższego otoczenia, bowiem resztę zweryfikują same studia wyższe.

Reasumując – nasz kraj ma ogromny potencjał i wielu zdolnych ludzi, musi tylko zacząć inwestować w naukę i technikę – coś co pozwoli nam się bardziej usamodzielnić[5] i czym będziemy mogli się w zasłużony sposób chwalić. Nowe kierunki studiów są koniecznością, a nie fanaberią zdesperowanych uczelni wyższych. Nie możemy polegać na tym, że niegdyś popularne dziedziny dalej takimi będą, a nowoczesne i wychodzące naprzeciw potrzebom okażą się nielukratywne. Bez pewnego przełomu w sposobie myślenia i odparciu utartych stereotypów nie będziemy w stanie ruszyć z miejsca. To do uczelni wyższych należy kreowanie współczesnej myśli naukowej, to od kształcących się w nich ludzi zależy nasza wspólna przyszłość.

Marta Zagrajek

MZ MARTA ZAGRAJEK – absolwentka interdyscyplinarnego kierunku samorząd terytorialny i polityka regionalna na Uniwersytecie Warszawskim. Zaintrygowana neurobiologią i medycyną sądową, miłośniczka książek i muzyki.


[1] http://graduate-school.phds.org/education-index/forensic-science-colleges

[2] http://www.university-list.net/uk/rank/univ-10070.html

[3] http://statystyka.policja.pl/st/ogolne-statystyki/47682,Postepowania-wszczete-przestepstwa-stwierdzone-i-wykrywalnosc-w-latach-1999-2012.html oraz http://www.fbi.gov/about-us/cjis/ucr/crime-in-the-u.s/2012/crime-in-the-u.s.-2012/tables/1tabledatadecoverviewpdf/table_1_crime_in_the_united_states_by_volume_and_rate_per_100000_inhabitants_1993-2012.xls

[4] Więcej informacji można uzyskać na stronie profilera: http://www.profilowaniekryminalne.net/ksiazka/

[5] Przykładem braku tej samodzielności niech będzie powoływanie biegłych FBI do rozwiązania sprawy zabójstwa młodej krakowskiej studentki – http://www.policja.pl/pol/aktualnosci/94431,Sledczy-wykorzystaja-wiedze-specjalistow-z-FBI-i-z-Europy-Poludniowej-w-sprawie-.html

Łukasz Razowski: Przedsiębiorco, kup sobie naukowca!

Łukasz Razowski: Przedsiębiorco, kup sobie naukowca!

Potrzeba matką wynalazków – głosi przysłowie. Wszystko wskazuje na to, że wzięły je sobie do serca władze naszego kraju. Czy jednak aby nie nazbyt dosłownie? Okazuje się bowiem, że jeszcze w tym roku Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego zamierza wprowadzić program pozwalający przedsiębiorstwom kierować wykształceniem studenta oraz zamawiać prace doktorskie na własne potrzeby.

3

Według naukowców w Polsce widoczny jest problem we współdziałaniu środowisk naukowych i biznesu. Elżbieta Bieńkowska, Wiceprezes Rady Ministrów, Minister Infrastruktury i Rozwoju zwróciła uwagę na zmianę trybu finansowania badań naukowych w najbliższych latach. Beneficjentami środków z funduszy europejskich na naukę mają być małe i średnie przedsiębiorstwa, które będą współpracowały z jednostkami naukowymi. Tymczasem naukowcy z Polskiej Akademii Nauk stwierdzili, że brak jest zainteresowania polskich przedsiębiorstw pracami badawczymi prowadzonymi w jednostkach naukowych.

1

Być może zauważyli to pracownicy Ministerstwa Nauki, gdyż w tym roku chcą wprowadzić znaczne zmiany. Jak czytamy w komunikacie resortu, „rosnące nakłady na naukę i szkolnictwo wymagają budowania systemu efektywnego zarządzania potencjałem krajowych uczelni i instytutów badawczych. Minister Lena Kolarska-Bobińska zapowiedziała wprowadzenie w tym roku specjalnych bonów dla przedsiębiorców na zamawianie kształcenia na uczelniach, tak aby firmy same mogły wskazywać, jakie umiejętności powinien posiadać absolwent danej uczelni. Pojawić ma się również możliwość wykorzystywania przez przedsiębiorców specjalnych bonów na zamawianie innowacyjnych badań.”

Nowością maja być też doktoraty przemysłowe. Innymi słowy, przedsiębiorcy będą mogli „zamawiać” prace doktorskie, których wyniki będą mogli wykorzystać w przyszłości do rozwiązywania problemów swoich firm.

2

Na pewno jest to „jakiś” pomysł na zacieśnienie współpracy pomiędzy środowiskiem przedsiębiorców i akademickim. Na pewno takie zacieśnienie jest potrzebne i będzie korzystne. Ważne jednak, aby nie przesadzić z optymizmem i jednak bacznie patrzeć na to, jak biznes, dysponujący niemałym kapitałem, pokieruje polską nauką i na jakie tory ją skieruje. Biznes bowiem nastawiony jest na teraźniejszość. Naukowiec patrzy bardziej w przyszłość. Zatem współdziałanie biznesmena i naukowca powinno być kooperacją, a nie dyktatem jednego nad drugim. Pojawia się bowiem obawa o to, by pod wpływem zapotrzebowania rynku pracy działania polskiej nauki nie były kreowane pod doraźne potrzeby przedsiębiorców, czyli „na tu i teraz”. Może to bowiem doprowadzić do tego, że rzesze dobrze wykształconych osób z nowymi, przyszłościowymi pomysłami, na które nie będzie u nas miejsca, wsparcia biznesu poszukiwać będą na bardziej dynamicznym pod tym względem Zachodzie. Zwłaszcza, że w krajach Europy Zachodniej nakłady na naukę utrzymują się nadal na znacznie wyższym poziomie.

Łukasz Razowski

razowski

Anna Oporska: W obronie gender studies

Anna Oporska: W obronie gender studies

Dyskusja o podstawach obecności studiów o gender zdominowała początek roku na polskich uczelniach. Środowiska akademickie podzieliły się na przeciwników i zwolenników gender studies. Stanowisko w tej sprawie zajęła także minister nauki i szkolnictwa wyższego. Po głośnym liście Episkopatu, w którym ostro krytykowano gender, głos w sprawie postanowili zabrać naukowcy. Pracownicy naukowi kilku polskich uczelni poparli biskupów, którzy w liście na Niedzielę Świętej Rodziny przestrzegali przed gender jako ideologią. „Obserwujemy z niepokojem wprowadzanie tzw. studiów gender w polskich uczelniach, to ośmiesza polską naukę” – czytamy w piśmie. I dalej: „Jako pracownicy naukowi polskich uczelni dopowiadamy za naszymi biskupami wprost: ideologia gender, o której mówią pasterze Kościoła i tzw. studia gender, są tym samym. Szerzyciele propagandy gender i wykładowcy na tych, rzekomo naukowych, kierunkach, to często te same osoby. […] Obecna debata jest dobrym momentem, by powiedzieć, że te pseudonaukowe przedsięwzięcia powinny z polskich uczelni zniknąć”. Pod listem podpisało się pięciu profesorów z różnych placówek.

1

W opozycji do nich stanęła inna grupa naukowców, która zarzuciła biskupom podważanie dorobku nauk społecznych i tworzenie zagrożenia dla wolności badań naukowych. „Dialog między porządkiem wiary a porządkiem rozumu wymaga wzajemnego poszanowania i uznania ich autonomii” – czytamy w tym stanowisku, pod którym widnieją nazwiska czternastu przedstawicieli świata nauki.
Próbie ideologizacji studiów o gender na polskich uczelniach sprzeciwił się także profesor Michała Kleiber, prezes Polskiej Akademii Nauk. W wywiadzie dla Radiowej Trójki przekonywał, że nie można podważać walorów naukowych studiów gender. – Faktem jest, że to co się nazywa po angielsku gender studies, czyli nauka związana z tożsamością płciową, tożsamością kulturowo-społeczną, jest od kilkudziesięciu lat uprawiana. To jest niezwykle ważna nauka. W Polsce ludzie niechętni w stosunku do tego terminu są skłonni tego nie zauważać, ale jak spojrzymy na świat arabski i rolę kobiet w społeczeństwie, to trudno sobie wyobrazić, żeby ona nie była przedmiotem studiów bardzo gruntownych – wyjaśniał prof. Kleiber i przestrzegał przed zamienianiem tej nauki w ideologię. – Ideologizacja nauki wszędzie jest szkodliwa – podkreślał.

2

Apele szefa PAN nie ostudziły jednak emocji, a w dyskusję włączyli się politycy, którzy uprawianie gender studies określili jako „światopoglądowe infekowanie polskich uczelni destrukcyjną kulturowo ideologią”. Ze strony senatora Kazimierza Jaworskiego pojawiło się także pytanie, czy Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego finansuje z budżetu państwa kierunki o tematyce genderowej. Wywołany tym do tablicy resort, w końcu zajął stanowisko w debacie, która wykroczyła daleko poza mury polskich uczelni. „Minister nauki i szkolnictwa wyższego opowiada się za otwartością badań naukowych i dociekań, zostawiając pełną swobodę krytyki naukowej powstających teorii. Pozwala to bowiem na nieskrępowany rozwój myśli nad istotnymi zjawiskami społecznymi” – czytamy w stanowisku, podpisanym przez minister, prof. Lenę Kolarską-Bobińską. Podkreśla w nim, że „gender studies, które rozwinęły się w ramach nauk społecznych, socjologii i antropologii kulturowej, odnoszą się do zjawisk społecznych i kulturowych, a nie biologicznych. Barierę przed ideologizacją nauki stanowi metodologia, sprawdzalność stawianych tez oraz ocena niezależnych środowisk naukowych”. Minister Kolarska-Bobińska zadeklarowała, że MNiSW będzie wspierać wszystkie elementy polityki równości płci, do których odwołują się europejskie programy operacyjne i nowy program ramowy Horyzont 2020. Podkreśla, że „zasady polityki równościowej stanowią istotne ogniwo tych programów, a ich odrzucenie eliminowałoby polskich uczonych z możliwości korzystania ze środków unijnych, które są znaczące”.

3

Środowiska akademickie zostały uwikłane w dyskusję o gender, która w ostatnim czasie odgrywa kluczową rolę w polityczno-ideologicznych przepychankach. Tymczasem – jak podkreśla prof. Kleiber – o gender należy mówić w głębokim kontekście społeczno-kulturalnym, a bardzo ostrożnie wypowiadać się na wszystkie tematy związane z naszą biologiczną tożsamością płciową. Nie ulega wątpliwości, że studia gender są potrzebne na polskich uczelniach. Zarysowana powyżej dyskusja tylko to potwierdza, gdyż obnaża brak wiedzy o tym czym gender jest.

Anna Oporska

anna_oporska