Zaznacz stronę
Łukasz Razowski: Spod strzech na sale wykładowe

Łukasz Razowski: Spod strzech na sale wykładowe

Kiedy na początku XX wieku polska inteligencja zachłysnęła się urokiem kultury ludowej, zwłaszcza góralskiej, nikt chyba nie śnił nawet, by to, co przez wieki powstawało na wsi, sto lat późnej trafiło na uniwersyteckie sale wykładowe. Na naszych oczach staje się bowiem rzecz niezwykle ciekawa – na uczelniach wykładany jest język, tradycja i kultura regionalna.

W poprzednim systemie gwara rugowana była z życia społeczeństwa. Język literacki ustawiony został w opozycji do języka regionalnego. Zmieniły się jednak czasy i zmieniło się podejście do zjawisk kulturowych. Język ludu nie tylko podbił literaturę, pojawił się też na uczelniach. Nie chodzi tu bowiem o szeroko pojęte studia regionalne polegające na ogólnym zgłębianiu zjawisk zachodzących w kulturze i społeczeństwie, czy też problemy związane z administracją samorządową. W kierunku zmian zachodzących w profilach studiów dotyczących tradycji ludowej coraz częściej zauważyć można  specjalizację.

W Nowym Targu miejscowa Podhalańska Państwowa  Wyższa Szkoła Zawodowa uruchamia właśnie studia podyplomowe „Dziedzictwo kulturowe Podtatrza”. Celem nauki na tym kierunku jest m.in. wyposażenie w kompetencje do prowadzenia zajęć regionalnych pozalekcyjnych nauczycieli oraz pozaszkolnych animatorów kultury, regionalistów. Ponadto studia te mają za zadanie przygotować np.  właścicieli gospodarstw agroturystycznych do promowania kultury regionalnej. Władze PPWSZ chcą położyć nacisk na  uświadomienie potrzeby kultywowania tradycji związanych z dziedzictwem kulturowym regionu oraz roli gwary jako wartości.

1

Wagę języka używanego w regionie dostrzegli też wykładowcy z Uniwersytetu Gdańskiego. Można się na nim zapisać na studia podyplomowe „Nauczanie języka kaszubskiego”. Przeznaczone są one dla osób legitymujących się dyplomem ukończenia studiów wyższych, posiadających przygotowanie pedagogiczne oraz znających jeden z dialektów kaszubskich, chcących podnieść swoje kwalifikacje językowe i zawodowe oraz uzyskać uprawnienia do nauczania języka kaszubskiego. Ponadto słuchacze mogą zdobyć rzetelną wiedzę kaszuboznawczą – o języku, historii, geografii, literaturze i folklorze regionu.

2

Również na Śląsku naukowcy nie zapominają o specyfice swego regionu. Na Uniwersytecie Śląskim pojawiły się interdyscyplinarne studia podyplomowe „Historia i tradycja regionu”. W tym jednak przypadku nauka o regionie traktowana jest w najszerszym zakresie. Celem studiów jest bowiem pogłębienie wiedzy o historii i współczesności kulturowej regionu, wykształcenie umiejętności analizy i interpretacji tekstów kultury związanych z regionem, a także zdobycie wiedzy o pozytywnych i negatywnych aspektach regionalizacji – na przykładzie śląsko-zagłębiowskim – w kontekstach globalizacyjnych.

Jednym słowem – kultura i tradycja ludowa spod strzech dotarła na sale wykładowe. Puka nieśmiało do drzwi Uniwersytetów. Przestała być obiektem  intrygującym naukowców – stała się ich narzędziem pracy.

Czy to dobrze?

Wraz z rozwojem kierunków poświęconych nauczaniu tradycji danego regionu można obawiać się zaszufladkowania zjawisk, które powinny być dynamiczne i zmienne (np. na Podhalu mieszkańcy każdej z wiosek używają „innej” gwary). Dopóki jednak są ludzie, którzy z dziada pradziada zakodowane mają, by dbać o żywy dorobek przodków, dopóty Uniwersytety nie przejmą ich roli, będąc raczej bankiem wiedzy, niż miejscami, gdzie  kreuje się zjawiska kultury regionalnej.

3

Pojawia się też pytanie o przyszłość podobnych kierunków. Kilka lat temu w Nowym Targu już próbowano wprowadzić studia dotyczące tradycji Podtatrza. Trwały jeden rok. Potem zabrakło chętnych. W tym roku władze PPWSZ po raz kolejny postanowiły zmierzyć się z tym kierunkiem. Tym razem udało się zebrać odpowiednią ilość słuchaczy. Jednak wnioski o przyszłość nauczania o tradycji regionów w salach wykładowych uczelni będzie można wysnuć dopiero za rok, podczas kolejnej rekrutacji. Wtedy okaże się, czy zapotrzebowanie na ten rodzaj wiedzy ma znamiona stałości, czy jest zjawiskiem, które będzie pojawiać się i znikać.

razowski

Łukasz Razowski: Przyszli inżynierowie poznają Platona?

Łukasz Razowski: Przyszli inżynierowie poznają Platona?

Renesansowy inżynier XXI wieku również w Polsce? Czy do tego zmierza Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, proponując wprowadzenie tzw. pakietu humanistycznego na wszystkich kierunkach?

Zagadnienie „renesansowego inżyniera XXI wieku” porusza na łamach Tygodnika Polskiej Akademii Nauk PAUza Zygmunt Kolenda (Kraków, 30 stycznia 2014): „W ostatnich latach pojawiło się w Stanach Zjednoczonych pojęcie „Renaissance Engineering for 21st Century”, którego efektem ma być „Renaissance Engineer”. Propozycja ta była wynikiem przekonania, że aktualne metody kształcenia w inżynierii nie spełniają swojej roli w szybko zmieniającym się świecie. Dotychczasowa edukacja ogranicza się zazwyczaj do poznania, mniej lub bardziej szczegółowego, wąskich ram określonej specjalności.”

Nie sposób nie ulec wrażeniu, że tak właśnie jest obecnie w naszym kraju. Niestety, nie tylko w przypadku kierunków technicznych…

inzynierowie_nauka

„Uznano, że tak wykształcony inżynier nie jest wystarczająco przygotowany do sprostania wyzwaniom wynikającym z szybko postępujących globalnych zmian technologicznych, ekonomicznych i społecznych XXI wieku. Współczesny inżynier powinien łączyć znajomość nauk podstawowych z zasadami ekonomii, socjologii, szeroko rozumianej humanistyki i sztuk pięknych oraz z wykształconym w czasie studiów zdrowym rozsądkiem. Pojawiło się pojęcie inżyniera-artysty” – pisze Kolenda.

Jak wspomina autor artykułu, w środowisku naukowym USA przyjęto trzy filary wykształcenia renesansowego inżyniera, a więc wiedzę (nauki podstawowe jak matematyka, fizyka, informatyka, filozofia, logika itp.), uzdolnienia (np. umiejętność pracy w zespole) oraz przymioty osobiste (m.in. samodzielność w działaniu czy przymioty etyczne).

Warto zauważyć, że w filarze pierwszym, obok niezbędnych dla inżyniera ścisłych przedmiotów wiedzy, wyróżniono filozofię.

Zygmunt Kolenda stwierdza jednak, że jesteśmy daleko od wizji „renesansowego inżyniera”. Główną bolączką jest milcząco akceptowana zasada, że programy studiów tworzy się pod istniejący stan kadrowy.

Tymczasem to, co dostrzegli lata temu naukowcy zza oceanu, teraz zainteresowało urzędników z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Resort zamierza kontynuować działania zmierzające do poprawy jakości kształcenia i badań. Jedną z nich jest strategia „pakiet dla humanistyki”. Jak zaznaczyła minister Lena Kolarska-Bobińska jego szczegóły będą omawiane podczas tzw. okrągłego stołu, który zbierze się pod koniec lutego. Podobno już trwają rozmowy na temat włączenia zajęć z obszaru nauk humanistycznych i społecznych do programów studiów na każdym kierunku.

Jest to niechybnie krok w dobrym kierunku. Inżynier bowiem nie tylko powinien umieć dobrze liczyć i konstruować, ale i funkcjonować w dynamicznie zmieniającym się społeczeństwie i kulturze, o wysławianiu się nie wspomniawszy. Pytanie tylko, jak ów krok zostanie postawiony?

Zygmunt Kolenda w swoim tekście przypomina dotychczasowe doświadczenia we wdrażaniu idei „renesansowego inżyniera” w naszym kraju: „Wzorowana na powyższych zamierzeniach reforma szkolnictwa wyższego w Unii Europejskiej, w tym w Polsce (Krajowe Ramy Kwalifikacji – KRK), doprowadziła do zbioru biurokratycznych wyobrażeń o tym, jak powinno wyglądać kształcenie na wyższym poziomie. Porównanie nowych programów studiów przed przyjęciem zaleceń KRK z tymi po ich wprowadzeniu wskazuje na brak istotnych zmian…” I przestrzega przed zbytnim ingerowaniem urzędników w sprawy naukowców.

Dlatego z niecierpliwością czekamy na efekty rozmów przy ministerialnym okrągłym stole.

/Łukasz Razowski/

razowski

 

WYWIAD: AstraFilm Festival jako forma zajęć akademickich. Rozmowa z drem hab. Sławomirem Sikorą

WYWIAD: AstraFilm Festival jako forma zajęć akademickich. Rozmowa z drem hab. Sławomirem Sikorą

Rozmowa z drem hab. Sławomirem Sikorą, pracownikiem naukowym Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonatem Antropologii Wizualnej[2].

Od lat prowadzi pan zajęcia dla studentów z zakresu antropologii wizualnej, skąd pomysł na nową, wyjazdową, formę?

Pierwszym impulsem było zaproszenie ze strony Dimitru Budrali, dyrektora festiwalu. Gdy się żegnaliśmy po festiwalu w 2012 roku zapytał, dlaczego nie przyjeżdżam ze swoimi studentami. Kiedy więc pojawiła się sposobność uzyskania dofinansowania z dotacji ministerialnej na innowacje dydaktyczne, postanowiłem spróbować…

 

Dlaczego wybór padł na festiwal filmów dokumentalnych w Sibiu, w Rumunii?

Byłem tam już kilkakrotnie, gdy zbierałem materiały do książki o filmie antropologicznym. Wiedziałem, że warto. Ale trzeba też pamiętać, że jest to największy festiwal o profilu dokumentalno-antropologicznym w tej części Europy, mający dwudziestoletnią tradycję.

 

Jak wyglądały zajęcia „w terenie”? Jakie wymagania postawił pan studentom?

Zajęć „w terenie” tradycyjnie rozumianych właściwie nie było. Dyskusje ze studentami odbywały się raczej w czasie spotkań przy kawie, w czasie posiłków, w mniejszych grupkach. Trzeba bowiem pamiętać, że projekcje odbywały się aż w czterech salach, od rana do późnego wieczora, a nawet nocy. Chodziło o to, by uczestnicy obejrzeli jak największą liczbę filmów, brali udział w spotkaniach z filmowcami, w masterclassach, a przy tym kierowali się indywidualnym zainteresowaniami i gustem (oraz oczywiście przestudiowanymi wcześniej opisami). Liczyłem na samodzielność i samodyscyplinę. Muszę też przyznać, że mimo własnej samodyscypliny nie udało mi się zobaczyć wszystkich wyświetlanych filmów.

 

Czy zajęcia ograniczały się tylko do wyjazdu?

Mieliśmy dodatkowe spotkania. Na wyjazd zakwalifikowane zostały osoby, które uczestniczyły już w zajęciach filmowych – także moich seminariach, choć oczywiście doświadczenia poszczególnych osób znacznie się różniły. Efektem zajęć mają być esejo-recenzje o wybranym filmie lub poświęcone kwestiom związanym z oglądanymi filmami, napisane oczywiście z wrażliwością antropologiczną.

 

Jakie dostrzega pan zalety takiej formy zajęć uniwersyteckich, a jakie wady?

Sądzę, że w przypadku festiwalu, ilość w pewien sposób przekłada się na jakość. To intensywne doświadczenie. Bo udział w festiwalu to również spotkania z innymi ludźmi, a w szczególności z filmowcami i studentami innych uczelni. Na uniwersytecie (z braku czasu) wybór filmów zawsze jest bardzo merytoryczny: wybieram filmy wybitne lub ważne z jakichś względów. Natomiast na festiwalu mogliśmy oglądać filmy, które zostały wybrane przez doświadczonych selekcjonerów, niemniej są bardzo różnorodne – z uwagi na temat, formę i jakość. To „życie codzienne” współczesnego dokumentu, ale z tym też warto się zapoznać.

 

Jakie wyzwania, jako dla prowadzącego, stawia wyjazdowa forma?

Przy ograniczonym budżecie, to sporo pracy organizacyjnej. Wdzięczny jestem organizatorom festiwalu za pomoc. Oczywiście to też wyzwanie, jak zachować pewnego rodzaju dyscyplinę, jednocześnie jej nie wprowadzając.

 

Czy jest pan zadowolony z rezultatów, które przyniosły zajęcia?

Tak, choć czekam jeszcze na eseje – sesja przed nami.

 

Czy planuje pan wykorzystać tę formę zajęć w przyszłych latach?

To oczywiście zależy od możliwości pozyskania dodatkowych środków, ale uważam, że to bardzo ważne doświadczenie. Studenci w Instytucie tworzą już własne filmy a zainteresowanie tą formą wypowiedzi wzrasta; studenci organizują też własny festiwal. Możliwość uczestniczenia w takich zajęciach dla wielu osób jest bardzo ważna.

 

Co chciałby pan zmienić na kolejnych wyjazdach?

Zapewne będzie to inna grupa studentów, i to będzie już duża zmiana. Oczywiście idealnie byłoby, gdyby istniała możliwość wyjazdów na różne festiwale tego typu.

 

Czy uważa pan, że nowe formy zajęć są potrzebne na uniwersytetach?

Jeśli się weźmie pod uwagę zadowolenie studentów – odpowiedź jest oczywista.

s1

———————————————————————————————-

Rozmawiał Marek Kaleta

Marek Kaleta (red.): po dwóch latach studiów na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego [2010-2012] stwierdziłem, że potrzebuję znaleźć studia, które będą dla mnie pogłębieniem moich pasji i umożliwią mi pracę w interesującej dla mnie dziedzinie. Trochę przypadkowo trafiłem do Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej UW [od 2012r.], gdzie odnalazłem tematy warte pogłębienia. W ramach laboratorium etnograficznego prowadzę badania wśród młodych Gruzinów w Gori z zakresu antropologii politycznej. Działam w Kole Naukowym ETNO. Brałem udział w projekcie  “Rozwój turystki konnej i budowa lokalnej sieci partnerstwa w społecznościach wiejskich okolic Borżomi w Gruzji” fundacji Kaukaz.net jako wolontariusz.


[1]     Największy festiwal filmów dokumentalno-antropologicznych w Środkowej Europie, w 2013 roku odbyła się 20 edycja AstraFilm Festival. http://www.astrafilm.ro

[2]     Subdyscyplina Antropologii Kulturowej, zajmująca się funkcjonowaniem kategorii wizualności w różnych kulturach. http://slawomir-sikora.net

Małgorzata Ozdoba: Krakowska edukacja z głową w chmurach. Małopolska Chmura Edukacyjna

Małgorzata Ozdoba: Krakowska edukacja z głową w chmurach. Małopolska Chmura Edukacyjna

W obliczu ogromnego bezrobocia wśród absolwentów wyższych uczelni, coraz częściej mówi się o niedostosowaniu programów nauczania do realnych wymagań rynku. Nierzadko skarżą się także pracownicy uniwersyteccy, uważający że maturzyści trafiają na studia bez podstawowej wiedzy, są nieprzygotowani do dalszych etapów edukacji. Jednym z pomysłów mających pomoc w rozwiązaniu tych problemów jest projekt Małopolska Chmura Edukacyjna.
Przedsięwzięcie rusza w styczniu 2014 z programem pilotażowym, obejmującym na początek koło 200 szkół. Właściwa jego część planowana jest na lata 2015-2020 i ma być dofinansowana z budżetu Unii Europejskiej. Podstawowym założeniem całego pomysłu jest nawiązanie współpracy krakowskich uczelni z małopolskimi szkołami ponadgimnazjalnymi. Na początek ma powstać odpowiednie zaplecze informatyczne, które umożliwi wspólne viedokonferencje, wymianę doświadczeń i dotarcie do uczniów szkół ponadgimnazjalnych. Docelowo współpracą mają być objęte wszystkie placówki ponadgimnazjalne na terenie całego województwa.
Małopolska Chmura Edukacyjna działać ma pod egidą Akademii Górniczo- Hutniczej, ale do projektu zgłosiły się także inne krakowskie uczelnie, które postanowiły zadbać o odpowiednią współpracę z potencjalnymi studentami. Uniwersytet Jagielloński, Uniwersytet Rolniczy, Ekonomiczny, Pedagogiczny i Politechnika Krakowska nawiązały w tym celu współpracę z 16 jednostkami samorządu terytorialnego.

4W ramach projektu profesorowie uniwersyteccy i uczniowie objętych programem szkół mają wspólnie prowadzić badania, organizować wirtualne laboratoria i wykłady w 10 dziedzinach. Małopolska Chmura Edukacyjna pomoże w rozwoju fizyki, informatyki (AGH),matematyki, biologii (UJ), chemii i budownictwa (PK), przedsiębiorczości i kształtowania postaw obywatelskich (UEK), a także pozwoli na badania nad środowiskiem i żywnością (UR) i ma wspierać zainteresowanie młodzieży językami obcymi (UP). Dzięki tak dobranemu zestawowi dziedzin nauki, każdy uczeń będzie miał możliwość uczestniczenia w zajęciach organizowanych w ramach Chmury, niezależnie od swoich predyspozycji (ścisłych lub humanistycznych). Zaangażowanie pracowników uczelnianych z pewnością nie pozostanie bez wpływu na kompetencje nauczycieli, którzy będą mieli znacznie lepszy dostęp do bieżących wydarzeń w nauce, dzięki czemu będą mogli efektywniej się dokształcać i rozszerzyć swoją pracę z uczniami o niedostępne dotąd elementy- na przykład doświadczenia laboratoryjne.
Przedsięwzięcie niesie korzyści nie tylko dla szkół ponadgimnazjalnych biorących w nim udział, ale także dla zaangażowanych jednostek akademickich. Uczelnie mogą nie tylko dotrzeć do potencjalnych studentów i w pewien sposób „wychować” ich sobie zanim jeszcze przekroczą próg uniwersytetu. To także doskonała okazja do pochwalenia się zasobami, laboratoriami i sukcesami, co w obliczu coraz mniejszej ilości studentów i postępującego niżu demograficznego nie jest bez znaczenia. Projekt pomoże także odmitologizować środowisko uniwersyteckie i przybliżyć je osobom niezwiązanym z nim na co dzień. Dostęp do pracowników naukowych nawet dla studentów danych uczelni bywa mocno ograniczony. Małopolska Chmura Edukacyjna pozwoli to zmienić i otworzyć tę hermetyczną społeczność na doświadczenia z zewnątrz, kontakt z pozauniwersyteckim światem. Wydaje się, że może to przynieść jedynie korzyści wszystkim zainteresowanym stronom. Warto przyglądać się rozwojowi tego projektu i w miarę możliwości, zachęcać młodzież do udziału w prowadzonych zajęciach. Być może na podobne przedsięwzięcia zdecydują się samorządy i uczelnie z innych regionów Polski.

Małgorzata Ozdoba

ozdoba

Jakub Budzyński: Patologie na polskich uczelniach

Jakub Budzyński: Patologie na polskich uczelniach

Nepotyzm i nieformalne układy towarzysko-zawodowe są jednymi z ważniejszych problemów szkolnictwa wyższego w Polsce. Dotykają one głównie kierunków, które są tradycyjnie najbardziej oblegane i uchodzą za najbardziej prestiżowe, ale nie jest to reguła. Z nepotyzmem na polskich uczelniach można zetknąć się dosyć często, z pewnością łatwiej wskazać jego przykłady niż z nimi skutecznie walczyć. Jednocześnie jest to problem uniwersalny, występujący wśród ludzi chyba od zawsze, a najlepszym sposobem walki z nim jest osobista uczciwość i wysokie standardy moralne, a to dziś godna pochwały rzadkość.

Trzeba jasno stwierdzić, że walka z nepotyzmem nie ma na celu wytrzebienia z polskich uczelni wszelkich przypadków, w których to pracownicy jednego ośrodka naukowego są ze sobą w jakikolwiek sposób spokrewnieni. Niejednokrotnie potomkowie uznanych profesorów również wykazują się obiektywnie dużymi osiągnięciami na niwie naukowej, a na stopnie i tytuły przed nazwiskiem faktycznie zasługują. O nepotyzmie jako o patologii można mówić wtedy, gdy pracownik naukowy o kiepskim dorobku, ale ostały na uczelni „przez zasiedzenie” załatwia swemu pociotkowi, równie miernemu intelektualnie, stały etat i pewne miejsce w jednej z katedr. Cierpi na tym polska nauka, uczelnie i w efekcie studenci. Złośliwi nazywają współczesne uniwersytety „spółdzielniami”, które nie dbają o wynik naukowy, a o swój własny interes i wypuszczanie co roku jak najwyższej liczby absolwentów, którzy nierzadko są bardzo słabo przygotowani do zawodu.

1

Ponad dwa lata temu walkę ze zjawiskiem nepotyzmu na polskich uczelniach rozpoczęła ówczesna Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego Barbara Kudrycka. Z dniem 1 października 2011 roku w życie wszedł przepis, zgodnie z którym pomiędzy dwoma spokrewnionymi ze sobą pracownikami naukowymi nie może zaistnieć bezpośrednia zależność służbowa. Gdy przetłumaczymy język prawniczy na język codzienny, przepis ten stanowi, iż kierownik danej katedry lub zakładu nie może zatrudnić w jednostce, którą zarządza, nikogo ze swoich krewnych. Regulacja ta ma tyluż zwolenników, ilu krytyków. Zwolennicy przepisu wskazują na wyeliminowanie dość powszechnego przedtem zjawiska, polegającego na tym, że rodzic bywał bezpośrednim przełożonym swojej córki lub syna. Taka sytuacja jest z gruntu niejasna, ale przeciwnicy nowych regulacji zwracają uwagę na to, że nowe uregulowania nie wyeliminowały istoty problemu, która polega na tym, iż pracownicy jednego ośrodka naukowego często są zaprzyjaźnieni, więc dzięki układom towarzyskim mogą wzajemnie wyświadczyć sobie przysługę, zatrudniając dzieci swoich znajomych. Prawo można również obejść drugą stroną. Wystarczy sztucznie podzielić katedrę na dwie, niezależne i równorzędne jednostki.

Czasami w grę wchodzą naprawdę poważne pieniądze, ponieważ nepotyzm przekłada się również na przydzielanie niekiedy bardzo wysokich grantów dla z góry wskazanych badaczy. Dotyczy to głównie promowanych dziś kierunków ścisłych, które charakteryzuje duży współczynnik innowacyjności. Wiosną 2013 roku ogólnopolskie media informowały o dużych nieprawidłowościach w finansowaniu badań na Politechnice Wrocławskiej. Podstawione osoby, będące krewnymi bądź małżonkami pracowników tej uczelni, figurowały jako autorzy publikacji na temat robotyki i informatyki. Prokuratura ustaliła, że mogło dojść do wyłudzenia nawet miliona złotych od Skarbu Państwa.

Na niektórych uczelniach, jak na przykład na Uniwersytecie Wrocławskim usiłowano wprowadzić wewnętrzne regulacje, rozszerzając zakres ich obowiązywania z  poziomu katedr czy zakładów do całych wydziałów, ale i tam propozycja ta napotkała na opór władz uczelni. „Rzeczpospolita” jako skrajny przykład ułomności funkcjonowania nowego prawa wskazuje Uniwersytet Rzeszowski, na którym Wydział Prawa tworzy dziewięćdziesięciu pracowników naukowych, a dwudziestu czterech z nich to osoby spokrewnione. Przy tworzeniu nowych przepisów zapomniano bowiem wskazać, kto zgodnie z prawem miałby weryfikować stopień spokrewnienia między pracownikami. Nasuwa się refleksja o zdroworozsądkowym stosowaniu prawa, ale polska kultura prawna pod tym względem jeszcze kuleje.

2

Być może warto zastosować metodę, która skutkuje u naszych zachodnich sąsiadów czy w Stanach Zjednoczonych. Tam absolwent nie ma prawa rozpocząć studiów trzeciego stopnia na swojej macierzystej uczelni. Po uzyskaniu stopnia doktora młody naukowiec znowu musi zmienić uczelnię. Jest to również system motywujący do twórczej pracy, który znacząco ukróca osiąganie kolejnych stopni kariery naukowej „po starej znajomości”.

Podobnym do nepotyzmu problemem są nieformalne układy w ramach kadry profesorskiej na uczelniach medycznych. Znowu wina tkwi w systemie, który zasadza się na rozliczaniu uczelni z ilości, a nie jakości tworzonych tam prac. Istnieją przypadki, kiedy w ciągu jednego roku jeden promotor potrafił wypromować od czterech nawet do dziesięciu doktorantów. Jest to praktycznie ilość hurtowa i trudno mówić o wysokim poziomie prac przygotowywanych w takich warunkach. Dodatkowo promotorzy podsuwają sobie nawzajem prace podopiecznych, by w majestacie prawa móc dopisać kolegów z innych katedr do grona opiekunów naukowych doktoranta. Ponadto przyjacielskie układy pomiędzy promotorami znacznie ułatwiają zdobycie przychylnej recenzji, szczególnie teraz, gdy potrzebne są przynajmniej dwie pozytywne recenzje z zewnątrz. Ustawa z 2011 roku stanowi niestety niewielkie utrudnienie takich praktyk. Wspomniane wcześniej przeze mnie określenie „spółdzielnia” zatem wcale nie jest nadużyciem.

Problem nepotyzmu na polskich uczelniach ustałby chyba dopiero wtedy, gdy głównym parametrem oceny pracy naukowej stałaby się nie ilość, a jakość jej przejawów. Godziwe wynagrodzenie za twórczą pracę naukową, poprzedzone wnikliwą weryfikacją efektów pracy być może mogłoby zamienić „być czy mieć” w „być i mieć”.

Jakub Budzyński

2014-01-12_10h12_28

Marta Zagrajek: Studia podyplomowe prawa dowodowego, kryminalistyki oraz nauk pokrewnych

Marta Zagrajek: Studia podyplomowe prawa dowodowego, kryminalistyki oraz nauk pokrewnych

W dobie wyrafinowanych przestępstw i perfidnych kryminalistów, nie dziwi fakt otwierania coraz to nowszych kierunków studiów dotykających tematyki kryminalnej, dowodowej i sądowej. Na samym tylko Uniwersytecie Warszawskim niedawno powstała kryminologia jako osobny kierunek studiów (dokładnie pierwsza rekrutacja odbyła się w 2012 roku) zamiast bycia specjalizacją na prawie. To kolejne interdyscyplinarne dążenia do stworzenia profilu absolwenta szkoły wyższej o wielu talentach i z niekłamanym potencjałem do pracy.

O ile resocjalizację i szeroko ujętą profilaktykę społeczną możemy spotkać na wielu uniwersytetach, o tyle tak oryginalne kierunki jak kryminologia są wciąż rzadkością. Dlaczego? Stany Zjednoczone (Uniwersytet w Wirginii)[1] i Wielka Brytania ( Uniwersytet w Londynie)[2] przodują w tej kwestii, ale przecież nie można szukać przyczyn tego zjawiska w dużej skali tamtejszej przestępczości. Na uwagę profesjonalistów zasługuje każde przestępstwo. Nie powinniśmy czekać na wielką epidemię genialnych kryminalistów, aby zacząć kształcić ludzi, którzy mają ich powstrzymywać.

kryminal

W ślad za Uniwersytetem Warszawskim poszedł Uniwersytet Gdański, który zawędrował odrobinę dalej – kierunek kryminologia jest tam nawet dostępny w trybie studiów pierwszego stopnia (na UW mamy do czynienia ze studiami wyłącznie drugiego stopnia). Kryminologię można będzie od 2014 roku studiować także na Uniwersytecie w Białymstoku – w trybie stacjonarnym oraz niestacjonarnym, wyłącznie na pierwszym stopniu. W związku z tym cieszy inicjatywa, jaką podejmuje dalej Uniwersytet Warszawski w tym obszarze nauki – otwierając studia podyplomowe w Centrum Nauk Sądowych UW.

Jako studia interdyscyplinarne mają łączyć w sobie kilka dziedzin – administrację, prawo oraz nauki techniczne i przyrodnicze. W czasie trwania studiów zostaną poruszone w szczególności takie tematy jak: prawo karne, prawo cywilne, prawo administracyjne, psychologia pamięci, fizyko-chemiczne metody identyfikacji, profilowanie kryminalne, toksykologia sądowa oraz informatyka śledcza. Wiele z tych dziedzin mogłoby być osobnym kierunkiem studiów ze względu na pokaźny materiał naukowy zgromadzony do tej pory na świecie (na przykład informatyka śledcza, która w dobie szeroko rozpowszechnionego Internetu jest niezwykle przydatnym narzędziem do rozwiązywania różnej maści przestępstw czy toksykologia sądowa, która ułatwia określenie przyczyn śmierci).

Państwo

Rok

Liczba przestępstw

Wykrywalność (w %)

Polska

2012

1.119.803

67,8

USA

2012

1,060,028

46,8

Źródło: Opracowanie własne na podstawie danych o przestępstwach kryminalnych[3].

Intrygująca kwestia, jaką jest profil psychologiczny kryminalisty, także jest w Polsce w powijakach. Mamy kilku profilerów, którzy nie są zbyt doceniani przez organy ścigania, ani ogół społeczeństwa (i nawet cudowne rozwiązywanie zagadek kryminalnych w telewizji tutaj nie pomaga). Nie sugeruję tutaj sytuacji, w której polegalibyśmy wyłącznie na takim profilu sprawcy i zamykali inne możliwości – lecz czasem w natłoku poszlak bądź ich niedoborze, znajomość człowieka, jego psychiki i tego, jaką motywacją się kieruje, może być bardzo pomocne w ujęciu konkretnego przestępcy. W Polsce najbardziej znanym jest Jan Gołębiowski, który wydał pierwszą w kraju książkę na temat profilowania sprawców przestępstw[4].

311

Zastanawiać może jednak fakt, czy maturzyści bądź absolwenci studiów pierwszego stopnia będą z premedytacją wybierać takie kierunki, inspirując się nowoczesnymi serialami kryminalnymi, czy też będą z pełną świadomością realizować swoje zamierzone cele. W tym aspekcie wielką rolę będzie odgrywać wcześniejsza edukacja, odpowiednie nastawienie młodego człowieka i ewentualna presja ze strony najbliższego otoczenia, bowiem resztę zweryfikują same studia wyższe.

Reasumując – nasz kraj ma ogromny potencjał i wielu zdolnych ludzi, musi tylko zacząć inwestować w naukę i technikę – coś co pozwoli nam się bardziej usamodzielnić[5] i czym będziemy mogli się w zasłużony sposób chwalić. Nowe kierunki studiów są koniecznością, a nie fanaberią zdesperowanych uczelni wyższych. Nie możemy polegać na tym, że niegdyś popularne dziedziny dalej takimi będą, a nowoczesne i wychodzące naprzeciw potrzebom okażą się nielukratywne. Bez pewnego przełomu w sposobie myślenia i odparciu utartych stereotypów nie będziemy w stanie ruszyć z miejsca. To do uczelni wyższych należy kreowanie współczesnej myśli naukowej, to od kształcących się w nich ludzi zależy nasza wspólna przyszłość.

Marta Zagrajek

MZ MARTA ZAGRAJEK – absolwentka interdyscyplinarnego kierunku samorząd terytorialny i polityka regionalna na Uniwersytecie Warszawskim. Zaintrygowana neurobiologią i medycyną sądową, miłośniczka książek i muzyki.


[1] http://graduate-school.phds.org/education-index/forensic-science-colleges

[2] http://www.university-list.net/uk/rank/univ-10070.html

[3] http://statystyka.policja.pl/st/ogolne-statystyki/47682,Postepowania-wszczete-przestepstwa-stwierdzone-i-wykrywalnosc-w-latach-1999-2012.html oraz http://www.fbi.gov/about-us/cjis/ucr/crime-in-the-u.s/2012/crime-in-the-u.s.-2012/tables/1tabledatadecoverviewpdf/table_1_crime_in_the_united_states_by_volume_and_rate_per_100000_inhabitants_1993-2012.xls

[4] Więcej informacji można uzyskać na stronie profilera: http://www.profilowaniekryminalne.net/ksiazka/

[5] Przykładem braku tej samodzielności niech będzie powoływanie biegłych FBI do rozwiązania sprawy zabójstwa młodej krakowskiej studentki – http://www.policja.pl/pol/aktualnosci/94431,Sledczy-wykorzystaja-wiedze-specjalistow-z-FBI-i-z-Europy-Poludniowej-w-sprawie-.html