Zaznacz stronę
Łukasz Razowski: Przedsiębiorco, kup sobie naukowca!

Łukasz Razowski: Przedsiębiorco, kup sobie naukowca!

Potrzeba matką wynalazków – głosi przysłowie. Wszystko wskazuje na to, że wzięły je sobie do serca władze naszego kraju. Czy jednak aby nie nazbyt dosłownie? Okazuje się bowiem, że jeszcze w tym roku Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego zamierza wprowadzić program pozwalający przedsiębiorstwom kierować wykształceniem studenta oraz zamawiać prace doktorskie na własne potrzeby.

3

Według naukowców w Polsce widoczny jest problem we współdziałaniu środowisk naukowych i biznesu. Elżbieta Bieńkowska, Wiceprezes Rady Ministrów, Minister Infrastruktury i Rozwoju zwróciła uwagę na zmianę trybu finansowania badań naukowych w najbliższych latach. Beneficjentami środków z funduszy europejskich na naukę mają być małe i średnie przedsiębiorstwa, które będą współpracowały z jednostkami naukowymi. Tymczasem naukowcy z Polskiej Akademii Nauk stwierdzili, że brak jest zainteresowania polskich przedsiębiorstw pracami badawczymi prowadzonymi w jednostkach naukowych.

1

Być może zauważyli to pracownicy Ministerstwa Nauki, gdyż w tym roku chcą wprowadzić znaczne zmiany. Jak czytamy w komunikacie resortu, „rosnące nakłady na naukę i szkolnictwo wymagają budowania systemu efektywnego zarządzania potencjałem krajowych uczelni i instytutów badawczych. Minister Lena Kolarska-Bobińska zapowiedziała wprowadzenie w tym roku specjalnych bonów dla przedsiębiorców na zamawianie kształcenia na uczelniach, tak aby firmy same mogły wskazywać, jakie umiejętności powinien posiadać absolwent danej uczelni. Pojawić ma się również możliwość wykorzystywania przez przedsiębiorców specjalnych bonów na zamawianie innowacyjnych badań.”

Nowością maja być też doktoraty przemysłowe. Innymi słowy, przedsiębiorcy będą mogli „zamawiać” prace doktorskie, których wyniki będą mogli wykorzystać w przyszłości do rozwiązywania problemów swoich firm.

2

Na pewno jest to „jakiś” pomysł na zacieśnienie współpracy pomiędzy środowiskiem przedsiębiorców i akademickim. Na pewno takie zacieśnienie jest potrzebne i będzie korzystne. Ważne jednak, aby nie przesadzić z optymizmem i jednak bacznie patrzeć na to, jak biznes, dysponujący niemałym kapitałem, pokieruje polską nauką i na jakie tory ją skieruje. Biznes bowiem nastawiony jest na teraźniejszość. Naukowiec patrzy bardziej w przyszłość. Zatem współdziałanie biznesmena i naukowca powinno być kooperacją, a nie dyktatem jednego nad drugim. Pojawia się bowiem obawa o to, by pod wpływem zapotrzebowania rynku pracy działania polskiej nauki nie były kreowane pod doraźne potrzeby przedsiębiorców, czyli „na tu i teraz”. Może to bowiem doprowadzić do tego, że rzesze dobrze wykształconych osób z nowymi, przyszłościowymi pomysłami, na które nie będzie u nas miejsca, wsparcia biznesu poszukiwać będą na bardziej dynamicznym pod tym względem Zachodzie. Zwłaszcza, że w krajach Europy Zachodniej nakłady na naukę utrzymują się nadal na znacznie wyższym poziomie.

Łukasz Razowski

razowski

Anna Oporska: W obronie gender studies

Anna Oporska: W obronie gender studies

Dyskusja o podstawach obecności studiów o gender zdominowała początek roku na polskich uczelniach. Środowiska akademickie podzieliły się na przeciwników i zwolenników gender studies. Stanowisko w tej sprawie zajęła także minister nauki i szkolnictwa wyższego. Po głośnym liście Episkopatu, w którym ostro krytykowano gender, głos w sprawie postanowili zabrać naukowcy. Pracownicy naukowi kilku polskich uczelni poparli biskupów, którzy w liście na Niedzielę Świętej Rodziny przestrzegali przed gender jako ideologią. „Obserwujemy z niepokojem wprowadzanie tzw. studiów gender w polskich uczelniach, to ośmiesza polską naukę” – czytamy w piśmie. I dalej: „Jako pracownicy naukowi polskich uczelni dopowiadamy za naszymi biskupami wprost: ideologia gender, o której mówią pasterze Kościoła i tzw. studia gender, są tym samym. Szerzyciele propagandy gender i wykładowcy na tych, rzekomo naukowych, kierunkach, to często te same osoby. […] Obecna debata jest dobrym momentem, by powiedzieć, że te pseudonaukowe przedsięwzięcia powinny z polskich uczelni zniknąć”. Pod listem podpisało się pięciu profesorów z różnych placówek.

1

W opozycji do nich stanęła inna grupa naukowców, która zarzuciła biskupom podważanie dorobku nauk społecznych i tworzenie zagrożenia dla wolności badań naukowych. „Dialog między porządkiem wiary a porządkiem rozumu wymaga wzajemnego poszanowania i uznania ich autonomii” – czytamy w tym stanowisku, pod którym widnieją nazwiska czternastu przedstawicieli świata nauki.
Próbie ideologizacji studiów o gender na polskich uczelniach sprzeciwił się także profesor Michała Kleiber, prezes Polskiej Akademii Nauk. W wywiadzie dla Radiowej Trójki przekonywał, że nie można podważać walorów naukowych studiów gender. – Faktem jest, że to co się nazywa po angielsku gender studies, czyli nauka związana z tożsamością płciową, tożsamością kulturowo-społeczną, jest od kilkudziesięciu lat uprawiana. To jest niezwykle ważna nauka. W Polsce ludzie niechętni w stosunku do tego terminu są skłonni tego nie zauważać, ale jak spojrzymy na świat arabski i rolę kobiet w społeczeństwie, to trudno sobie wyobrazić, żeby ona nie była przedmiotem studiów bardzo gruntownych – wyjaśniał prof. Kleiber i przestrzegał przed zamienianiem tej nauki w ideologię. – Ideologizacja nauki wszędzie jest szkodliwa – podkreślał.

2

Apele szefa PAN nie ostudziły jednak emocji, a w dyskusję włączyli się politycy, którzy uprawianie gender studies określili jako „światopoglądowe infekowanie polskich uczelni destrukcyjną kulturowo ideologią”. Ze strony senatora Kazimierza Jaworskiego pojawiło się także pytanie, czy Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego finansuje z budżetu państwa kierunki o tematyce genderowej. Wywołany tym do tablicy resort, w końcu zajął stanowisko w debacie, która wykroczyła daleko poza mury polskich uczelni. „Minister nauki i szkolnictwa wyższego opowiada się za otwartością badań naukowych i dociekań, zostawiając pełną swobodę krytyki naukowej powstających teorii. Pozwala to bowiem na nieskrępowany rozwój myśli nad istotnymi zjawiskami społecznymi” – czytamy w stanowisku, podpisanym przez minister, prof. Lenę Kolarską-Bobińską. Podkreśla w nim, że „gender studies, które rozwinęły się w ramach nauk społecznych, socjologii i antropologii kulturowej, odnoszą się do zjawisk społecznych i kulturowych, a nie biologicznych. Barierę przed ideologizacją nauki stanowi metodologia, sprawdzalność stawianych tez oraz ocena niezależnych środowisk naukowych”. Minister Kolarska-Bobińska zadeklarowała, że MNiSW będzie wspierać wszystkie elementy polityki równości płci, do których odwołują się europejskie programy operacyjne i nowy program ramowy Horyzont 2020. Podkreśla, że „zasady polityki równościowej stanowią istotne ogniwo tych programów, a ich odrzucenie eliminowałoby polskich uczonych z możliwości korzystania ze środków unijnych, które są znaczące”.

3

Środowiska akademickie zostały uwikłane w dyskusję o gender, która w ostatnim czasie odgrywa kluczową rolę w polityczno-ideologicznych przepychankach. Tymczasem – jak podkreśla prof. Kleiber – o gender należy mówić w głębokim kontekście społeczno-kulturalnym, a bardzo ostrożnie wypowiadać się na wszystkie tematy związane z naszą biologiczną tożsamością płciową. Nie ulega wątpliwości, że studia gender są potrzebne na polskich uczelniach. Zarysowana powyżej dyskusja tylko to potwierdza, gdyż obnaża brak wiedzy o tym czym gender jest.

Anna Oporska

anna_oporska

Monika Węgrzynowicz: Nierentowna filozofia na UwB

Monika Węgrzynowicz: Nierentowna filozofia na UwB

Głośno jest ostatnio w mediach o planach likwidacji kierunku filozofii na Uniwersytecie w Białymstoku. Ma to wynikać ze zmniejszającej się liczby kandydatów – łącznie na studiach licencjackich miejsca zajmuje tam 60 studentów. Decyzja nie jest ostateczna, jednak UwB zapowiada na roku 2015/2016 zamianę filozofii na nowy kierunek, który ma być związany poniekąd z tą dziedziną nauki, czyli kognitywistykę.

Rada Naukowa Instytutu Socjologii zdecydowała, że najbliższa rekrutacja na kierunek filozofii na Uniwersytecie w Białymstoku będzie ostatnia. Do tej pory limit miejsc na tym kierunku wynosił 40, a kandydaci zdający nową maturę mogli ubiegać się o zakwalifikowanie na studia zdając jeden z następujących przedmiotów (na poziomie rozszerzonym lub podstawowym): język polski, język obcy, historia, wiedza o społeczeństwie, fizyka, matematyka, chemia, biologia.

bb

Rzecznik prasowy UwB, Katarzyna Dziedzik komentuje ten postulat dla Unirank.pl: „Dotacja budżetowa na kształcenie uzależniona jest przede wszystkim od liczby studentów na danym kierunku. Przy tak małej liczbie studentów dotacja jest zdecydowanie niewystarczająca, by pokrywać koszty kształcenia. W powyższej sytuacji uczelni najzwyczajniej nie stać na utrzymywanie kierunku”. Uniwersytet zapewnia jednak, że rekrutacja na ten wydział na przyszły rok akademicki odbędzie się, jeśli naturalnie pojawi się odpowiednia liczba chętnych.

W zaistniałej sytuacji profesorowie w Białymstoku nie będą się raczej obawiać o swoją przyszłość, ponieważ zajęcia z filozofii prowadzą też na innych wydziałach. Szczególnie, że UwB zamierza podjąć próby uzyskania uprawnień do prowadzenia studiów III stopnia z filozofii. Dodatkowo istnieje też perspektywa podjęcia wakatu na kognitywistyce, która w przyszłości ma filozofię zastąpić. Nowy kierunek studiów może wydać się zachęcający dla tych, którzy do tej pory byli zainteresowani podjęciem studiów w Instytucie Socjologii w Białymstoku, ponieważ nauka ta zajmuje się analizą obserwacji zmysłów i umysłu. W swoim założeniu łączy elementy wielu dziedzin nauki, m.in.:, psychologii, lingwistyki, fizyki i właśnie filozofii.

Podany do wiadomości publicznej pomysł o likwidacji kierunku na Uniwersytecie w województwie podlaskim nie odbił się bez echa. List w obronie filozofii z podpisami wielu wybitnych intelektualistów ( w tym m.in.: Magdaleny Środy, Andrzeja Zybertowicza, Krzysztofa Zanussiego, Marii Janion ) został złożony na biurko minister nauki i szkolnictwa wyższego, prof. Leny Kolaraskiej-Bobińskiej. Przewodnicząca resortu zastrzega jednak, że nie może interweniować w indywidualną sprawę uczelni w Białymstoku.

W Internecie umieszczono też petycję Społecznego Ruchu na rzecz Obrony Filozofii na UwB, która gromadzi coraz więcej nazwisk popierających tę inicjatywę. Władzom uczelni zarzuca się wspieranie przedmiotów ścisłych i rezygnację z kształcenia o wartościach, na straży których filozofia ma za zadanie stać, czyli: prawdy, mądrości, dobra, szacunku, tolerancji, piękna.

Wobec zaistniałych spekulacji na temat „wychodzenia z mody” studiowania tego kierunku i głośnego protestu wielu środowisk naukowych, Uniwersytet w Białymstoku deklaruje, że „wszystkie prowadzone przez nich kierunki są dla nich tak samo ważne”. Pomysł likwidacji filozofii bierze się z powodu zmniejszającego się zainteresowania potencjalnych kandydatów, a programu studiów nie da się przecież realizować przy małej liczbie studentów – szczególnie w dobie kryzysu i niesprzyjającej kondycji finansowej wyższych uczelni w Polsce.

O tym, jak będzie wyglądała decyzja ostateczna w sprawie studiów filozofii I stopnia na UwB zadecyduje senat uczelni, jednak pod warunkiem, że wcześniej Rada Wydziału Historyczno-Socjologicznrgo poprze propozycję rozwiązania kierunku, wysuniętą przez Instytut Socjologii. Wynik głosowania jest w chwili obecnej trudny do przewidzenia, bowiem każdy członek Senatu oddaje swój głos w sposób indywidualny, a ich opinie nie są jeszcze wiadomości publicznej znane.

Monika Węgrzynowicz

DSC_6673

Joanna Pietraszek: Klucz do oszczędności. Życie studentów UW może być dużo tańsze

Joanna Pietraszek: Klucz do oszczędności. Życie studentów UW może być dużo tańsze

Wszyscy studiujący na UW mogą czerpać korzyści ze zniżek i rabatów przygotowanych przez samorząd. Tańsze są m.in. rozrywki kulturalne, sport, nauka oraz jedzenie. Można za pół ceny kupić np. bilety na spektakle w Teatrze Młyn lub skorzystać z 20% zniżki na całe menu w restauracji Latający Kufer .

Niestety jedynie niewielka liczba studentów korzysta z rabatów, a większość nawet nie wie, że istnieje tego typu inicjatywa. Naprawdę jest coś takiego jak samorządowe rabaty?- dziwi się studentka lingwistyki stosowanej, Joanna Pierzchała – Nie miałam pojęcia, że są jakieś zniżki dla studentów UW. Postaram się dowiedzieć o nich czegoś więcej. Podobnie reaguje Katarzyna Turowska, studentka bezpieczeństwa wewnętrznego – Studiuję już czwarty rok na UW i o żadnych zniżkach i rabatach nie słyszałam. Pewnie ich promowanie ogranicza się do internetu, a nie każdy przesiaduje tam całe dnie i śledzi wszystkie nowości samorządu. Może pomogłyby jakieś ulotki zostawione na wydziałach?

1

Samorząd wyjaśnia, że przy tak dużej liczbie studentów, dotarcie do wszystkich jest raczej niemożliwe. Informacje o samorządowych rabatach UW można znaleźć w Internecie, na specjalnie przygotowanej stronie internetowej i na fanpage’u. Także na niektórych wydziałach są porozwieszane plakaty.

Miejsc, gdzie można korzystać ze zniżek, jest wiele. Jedynym warunkiem jest ważna legitymacja studencka. Na stronie internetowej samorządowych rabatów powstał ich katalog. Są to m.in. placówki gastronomiczne, kluby, miejsca kulturalne, usługowe i sportowe. Tańsze o jedną piątą są np. ceny kursów w szkole tańca Salsa Factory i w Centrum Językowym Together. Zniżki dla studentów UW daje też nauka jazdy „Gocław”- kurs podstawowy kategorii B dostępny jest w cenie 1100zł zamiast 1500zł. Rabaty na całe menu dają restauracje, bary, stołówki i różnego rodzaju punkty gastronomiczne. Przykładem są restauracje VaBank i Aroma Espresso Bar, w których można zjeść o 10% taniej.

4

Projekt oparty jest tylko o barter, a pozyskiwanie zniżek odbywa się w różny sposób. Członkowie samorządu wyszukują ciekawe miejsca lub sami studenci przychodzą z prośbą o załatwienie zniżek w konkretnych obiektach. Bywa też, że partnerzy zgłaszają się z ofertą. Mają oni świadomość, że współpraca z Samorządem UW jest dla nich reklamą, gdyż na Uniwersytecie jest ponad 50 tysięcy studentów.

Głównym powodem, dla którego bierzemy udział w rabatach jest reklama tego miejsca – mówi jeden z pracowników Taniego Xera, które mieści się na ulicy Królewskiej – muszę jednak przyznać, że dość mało studentów UW pyta o zniżki.

2

Oprócz zniżek Samorządowe Rabaty organizują także wiele konkursów z nagrodami. Można w nich wygrać m.in. bilety do teatru i kina, wejściówki na warsztaty taneczne czy karnety sportowe. Wystarczy śledzić stronę internetową samorządu. Informacje o promocjach i najnowszych zniżkach mogą być przesyłane na skrzynkę pocztową. Próbuję szczęścia w konkursach samorządowych – mówi studentka filologii polskiej, Martyna Pietrzak – niestety nie udało mi się jeszcze nic wygrać, gdyż większość z nich opiera się na zasadzie kto pierwszy, ten lepszy. Wymaga to systematycznego odwiedzania ich strony internetowej. Korzystałam już jednak ze zniżek w pizzerii i w kinie. Często to nawet 50% taniej.

Koordynacją Samorządowych Rabatów zajmuje się Komisja Promocji i Informacji Zarządu Samorządu Studentów.

Joanna Pietraszek

joanna_pietraszek

UW: „Opętani Tuwimem” – spektakl Teatru Polonistyki UW

UW: „Opętani Tuwimem” – spektakl Teatru Polonistyki UW

„Opętani Tuwimem” to pokaz w formie spektaklu przygotowany przez zespół Teatru Polonistyki UW. Zeszły rok poświęcony twórczości poety stał się inspiracją do ponownego przeżycia słów artysty i wydobycia tkwiących w nich emocji na scenie. W pokazie przeplatają się szaleństwo, smutek, radość i melancholia. Ujawnia się Tuwim – człowiek, którego słowo oddziałuje na kolejne pokolenia w niebezpiecznie bezpośredni sposób.

Miejsce: Piwnica na Wójtowskiej, ul. Zakroczymska 11
Czas: 24 stycznia 2014, godzina 19:30

Występują: Magda Czarny, Aleksandra Sawicka, Adrianna Trefoń, Aleksandra Prońko, Joanna Pietraszek, Dominika Gadomska, Olga Mikulska, Piotr Kowalczyk, Grzegorz Paczkowski, Jan Wodziński, Dominik Gorbaczyński, Tomasz Kopeć.

Scenariusz i realizacja: Elżbieta Lewak
Reżyseria: Olga Mikulska
Muzyka: Tomasz Kopeć
Wstęp wolny. Liczba miejsc ograniczona.

https://www.facebook.com/events/689036314481374/

1491472_603642563023227_2026219819_o

Jakub Budzyński: Studia medyczne w Polsce

Jakub Budzyński: Studia medyczne w Polsce

Lekarz to zawód cieszący się tradycyjnie dużym prestiżem nie tylko w naszym kraju, jednak dostęp do niego poprzedzić muszą, co w pełni zrozumiałe, długie i żmudne studia. Sześć lat nauki, którą wieńczy Lekarski Egzamin Państwowy to dopiero pierwszy etap kariery przyszłego lekarza. Kolejnym krokiem jest trzynastomiesięczny staż, następnie można rozpocząć specjalizację. Jednak studia medyczne to nie tylko kierunki lekarskie. Na absolwentów takich kierunków, jak na przykład biotechnologia czy farmacja czekają bowiem laboratoria badawcze czy wielkie koncerny farmaceutyczne W Polsce mamy kilkanaście ośrodków naukowych, uznawanych za dobre bądź bardzo dobre, ale oprócz nich swoją ofertę do przyszłych studentów kierują większe i mniejsze uczelnie niepubliczne, przygotowujące do zawodów około medycznych. Sama chęć lub powołanie dziś niestety nie wystarczą. Na przeszkodzie adeptom nauk medycznych staje wiele uwarunkowań, włącznie z najtrudniejszymi do ominięcia – systemowymi, ale o barierach na końcu. Najpierw warto przyjrzeć się specyfice studiów medycznych – z czym to się je?

cm 1

Studenci tych kierunków podkreślają z całą mocą, że aby je ukończyć, potrzebne są nieprzebrane pokłady wytrwałości i pracowitości. Sesja na uczelniach medycznych trwa praktycznie przez cały rok. Oprócz zajęć praktycznych w programie nauczania jest dużo miejsca na „pamięciową” naukę teorii. Studiowanie medycyny nie jest przeznaczone dla osób o słabych nerwach z wielu powodów. Jednym z nich jest stres, wywoływany przez silne współzawodnictwo wśród studentów. Te studia kończą najlepsi. Wielu absolwentów oraz „starych” studentów nauk medycznych twierdzi, że prawdziwe studia zaczęły się dla nich dopiero na trzecim roku, kiedy w programie pojawiają się takie pozycje, jak diagnostyka, badania i leczenie. Pierwsze dwa lata warto zatem poświęcić na solidną naukę teorii, bowiem im dalej w las, tym więcej drzew i od trzeciego roku wzwyż podczas zajęć praktycznych „nikt już nie tłumaczy podstaw anatomii”, pisze jeden z absolwentów medycyny.

Studia medyczne na kierunku lekarskim wiążą się również z dużą ilością praktyk. Student Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego przedstawił na jednym z forów ich plan, który obowiązywał w poprzednich latach. Po pierwszym roku student odbywał praktykę pielęgniarską. Po drugim ratunkową oraz w rejestracji pacjentów. Na trzecim roku obowiązywała praktyka internistyczna i pediatryczna, na czwartym internistyczna i chirurgiczna, natomiast na piątym ginekologiczna. Każdorazowo praktyka trwała cztery tygodnie. W przypadku, gdy była podzielona na dwie specjalności, okres czterech tygodni dzielono na pół. Bez uzyskania praktyki niemożliwe było zaliczenie roku.

_DSC3463

Jednak nie samym studiowaniem człowiek żyje. Student kierunku medycznego również ma czas na rozrywkę i relaks, jednak jest go o wiele mniej niż w przypadku innych kierunków, a zaległości związane z nadmiarem relaksu są o wiele trudniejsze do nadrobienia.

Trzeba jednak wspomnieć również o problemach, związanych ze studiowaniem nauk medycznych w Polsce, głównie na uczelniach państwowych. Choć studia te nie są łatwe, to stanowią nagrodę dla tych, którzy pozytywnie przeszli proces rekrutacyjny, a to nie jest tak oczywiste.

CM_UMK_Karłowicza_24

Według danych Naczelnej Izby Lekarskiej w bieżącym roku akademickim studia medyczne powinno podjąć pięć tysięcy osób, tymczasem limity przyjęć na uczelnie medyczne ustawiono tak, że miejsca wystarczyło dla zaledwie trzech tysięcy studentów. Mowa tu w szczególności o kierunku lekarskim. Są to zarządzenia ministerialne. Paradoks tkwi w ciągłym niedoborze lekarzy w polskiej opiece zdrowotnej. Naszą sytuację można porównać do stanu rzeczy u naszych zachodnich sąsiadów. W Niemczech corocznie studia medyczne rozpoczyna ponad dziesięć tysięcy osób. Oczywiście jest to kraj wyraźnie większy od Polski, ale nawet w proporcjonalnym porównaniu Polska wypada pod tym względem słabo. Pamiętajmy, że są to naprawdę trudne studia i nie każdy je kończy, nie wspominając o rozpoczęciu pracy w zawodzie. Szacuje się, że pracę w zawodzie podejmuje około jedna trzecia absolwentów medycyny. W przypadku Polski oznacza to, że co roku przybywa nam niespełna tysiąc lekarzy, a to stanowczo zbyt mało. Jest to również opinia, wyrażana przez pracowników uczelni medycznych. Władze polskich uczelni deklarują gotowość i chęć podniesienia limitów przyjęć, jednak dobre chęci rozbijają się, jak to często bywa, o finanse. Obecnie roczny koszt kształcenia jednego studenta medycyny waha się od 20 do 24 tysięcy złotych. Zatem w sumie Skarb Państwa płaci ponad 100 tysięcy złotych za wykształcenie jednego lekarza.

oiok

Wstydliwym problemem polskich uczelni medycznych bywa również nepotyzm. Jego rozwojowi sprzyjają uwarunkowania opisane powyżej. Dość niskie limity przyjęć, za to wysoka liczba chętnych do studiowania. Efekt często bywa taki, że naprawdę zdolni odchodzą od drzwi dziekanatu z kwitkiem, natomiast mniej zdolni marnują to miejsce, przerywając studia w połowie ich trwania. Nie jest to problem nowy oraz nie dotyczy on tylko uczelni medycznych, ale nie zmienia to faktu jego istnienia.

z12502300Q,Uniwersytet-Medyczny-we-Wroclawiu

Z pewnością wartą rozważenia alternatywą studiowania kierunku  lekarskiego jest pójście „w kamasze” i rozpoczęcie kariery lekarza wojskowego. Polska armia wciąż cierpi na niedobór lekarzy w swoich szeregach. Korzyści płynące z wyboru tej ścieżki są wielorakie, szczególnie dla mniej zamożnych studentów. Wojsko przejmuje bowiem koszta wyżywienia, opłaca akademik, a dodatkowo student otrzymuje żołd. Na ostatnich latach studiów nawet dwa tysiące złotych. Koszta wykształcenia lekarza – mundurowego przejmuje Ministerstwo Obrony Narodowej i wciąż czeka na zgłoszenia od chętnych. Zanim przyszli studenci otrzymają indeksy, przechodzą regularny proces rekrutacji do armii, przeprowadzany przez Wyższą Szkołę Oficerską we Wrocławiu. Studenci medycyny wojskowej muszą też  być przygotowani na zajęcia stricte żołnierskie – strzelanie, musztrę czy tworzenie taktyki. Służą oni w randze podchorążego Wojska Polskiego. Po ukończonych studiach absolwent otrzymuje oficerski stopień podporucznika z możliwością awansu. Następnie trzynastomiesięczny staż i zagwarantowana praca w jednym ze szpitali wojskowych na dobrych warunkach. Lekarz wojskowy musi odsłużyć w armii dwanaście lat. Potem przysługuje mu prawo do emerytury, nie ograniczające możliwości pracy w sektorze cywilnym bądź pozostania w armii. Porzucenie przez absolwenta zawodu lekarza po ukończonych w tym trybie studiach medycznych zobowiązuje go do zwrotu kosztów, poniesionych na rzecz jego wykształcenia przez MON.

Wojskowe bądź cywilne, studia medyczne to oprócz uroków studiowania również wytężona i ciężka praca dla ludzi, którzy wiedzą dokładnie, czego chcą już w wieku maturalnym. Chociaż mają swoje minusy, nie powinny one zrażać nikogo, kto czuje się na siłach, by takie studia podjąć, bo zawody związane z medycyną wciąż pozostają w ścisłej czołówce profesji z najlepszymi perspektywami na przyszłość.

Jakub Budzyński

2014-01-12_10h12_28