Zaznacz stronę
Łukasz Razowski: Spod strzech na sale wykładowe

Łukasz Razowski: Spod strzech na sale wykładowe

Kiedy na początku XX wieku polska inteligencja zachłysnęła się urokiem kultury ludowej, zwłaszcza góralskiej, nikt chyba nie śnił nawet, by to, co przez wieki powstawało na wsi, sto lat późnej trafiło na uniwersyteckie sale wykładowe. Na naszych oczach staje się bowiem rzecz niezwykle ciekawa – na uczelniach wykładany jest język, tradycja i kultura regionalna.

W poprzednim systemie gwara rugowana była z życia społeczeństwa. Język literacki ustawiony został w opozycji do języka regionalnego. Zmieniły się jednak czasy i zmieniło się podejście do zjawisk kulturowych. Język ludu nie tylko podbił literaturę, pojawił się też na uczelniach. Nie chodzi tu bowiem o szeroko pojęte studia regionalne polegające na ogólnym zgłębianiu zjawisk zachodzących w kulturze i społeczeństwie, czy też problemy związane z administracją samorządową. W kierunku zmian zachodzących w profilach studiów dotyczących tradycji ludowej coraz częściej zauważyć można  specjalizację.

W Nowym Targu miejscowa Podhalańska Państwowa  Wyższa Szkoła Zawodowa uruchamia właśnie studia podyplomowe „Dziedzictwo kulturowe Podtatrza”. Celem nauki na tym kierunku jest m.in. wyposażenie w kompetencje do prowadzenia zajęć regionalnych pozalekcyjnych nauczycieli oraz pozaszkolnych animatorów kultury, regionalistów. Ponadto studia te mają za zadanie przygotować np.  właścicieli gospodarstw agroturystycznych do promowania kultury regionalnej. Władze PPWSZ chcą położyć nacisk na  uświadomienie potrzeby kultywowania tradycji związanych z dziedzictwem kulturowym regionu oraz roli gwary jako wartości.

1

Wagę języka używanego w regionie dostrzegli też wykładowcy z Uniwersytetu Gdańskiego. Można się na nim zapisać na studia podyplomowe „Nauczanie języka kaszubskiego”. Przeznaczone są one dla osób legitymujących się dyplomem ukończenia studiów wyższych, posiadających przygotowanie pedagogiczne oraz znających jeden z dialektów kaszubskich, chcących podnieść swoje kwalifikacje językowe i zawodowe oraz uzyskać uprawnienia do nauczania języka kaszubskiego. Ponadto słuchacze mogą zdobyć rzetelną wiedzę kaszuboznawczą – o języku, historii, geografii, literaturze i folklorze regionu.

2

Również na Śląsku naukowcy nie zapominają o specyfice swego regionu. Na Uniwersytecie Śląskim pojawiły się interdyscyplinarne studia podyplomowe „Historia i tradycja regionu”. W tym jednak przypadku nauka o regionie traktowana jest w najszerszym zakresie. Celem studiów jest bowiem pogłębienie wiedzy o historii i współczesności kulturowej regionu, wykształcenie umiejętności analizy i interpretacji tekstów kultury związanych z regionem, a także zdobycie wiedzy o pozytywnych i negatywnych aspektach regionalizacji – na przykładzie śląsko-zagłębiowskim – w kontekstach globalizacyjnych.

Jednym słowem – kultura i tradycja ludowa spod strzech dotarła na sale wykładowe. Puka nieśmiało do drzwi Uniwersytetów. Przestała być obiektem  intrygującym naukowców – stała się ich narzędziem pracy.

Czy to dobrze?

Wraz z rozwojem kierunków poświęconych nauczaniu tradycji danego regionu można obawiać się zaszufladkowania zjawisk, które powinny być dynamiczne i zmienne (np. na Podhalu mieszkańcy każdej z wiosek używają „innej” gwary). Dopóki jednak są ludzie, którzy z dziada pradziada zakodowane mają, by dbać o żywy dorobek przodków, dopóty Uniwersytety nie przejmą ich roli, będąc raczej bankiem wiedzy, niż miejscami, gdzie  kreuje się zjawiska kultury regionalnej.

3

Pojawia się też pytanie o przyszłość podobnych kierunków. Kilka lat temu w Nowym Targu już próbowano wprowadzić studia dotyczące tradycji Podtatrza. Trwały jeden rok. Potem zabrakło chętnych. W tym roku władze PPWSZ po raz kolejny postanowiły zmierzyć się z tym kierunkiem. Tym razem udało się zebrać odpowiednią ilość słuchaczy. Jednak wnioski o przyszłość nauczania o tradycji regionów w salach wykładowych uczelni będzie można wysnuć dopiero za rok, podczas kolejnej rekrutacji. Wtedy okaże się, czy zapotrzebowanie na ten rodzaj wiedzy ma znamiona stałości, czy jest zjawiskiem, które będzie pojawiać się i znikać.

razowski

Łukasz Razowski: Przyszli inżynierowie poznają Platona?

Łukasz Razowski: Przyszli inżynierowie poznają Platona?

Renesansowy inżynier XXI wieku również w Polsce? Czy do tego zmierza Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, proponując wprowadzenie tzw. pakietu humanistycznego na wszystkich kierunkach?

Zagadnienie „renesansowego inżyniera XXI wieku” porusza na łamach Tygodnika Polskiej Akademii Nauk PAUza Zygmunt Kolenda (Kraków, 30 stycznia 2014): „W ostatnich latach pojawiło się w Stanach Zjednoczonych pojęcie „Renaissance Engineering for 21st Century”, którego efektem ma być „Renaissance Engineer”. Propozycja ta była wynikiem przekonania, że aktualne metody kształcenia w inżynierii nie spełniają swojej roli w szybko zmieniającym się świecie. Dotychczasowa edukacja ogranicza się zazwyczaj do poznania, mniej lub bardziej szczegółowego, wąskich ram określonej specjalności.”

Nie sposób nie ulec wrażeniu, że tak właśnie jest obecnie w naszym kraju. Niestety, nie tylko w przypadku kierunków technicznych…

inzynierowie_nauka

„Uznano, że tak wykształcony inżynier nie jest wystarczająco przygotowany do sprostania wyzwaniom wynikającym z szybko postępujących globalnych zmian technologicznych, ekonomicznych i społecznych XXI wieku. Współczesny inżynier powinien łączyć znajomość nauk podstawowych z zasadami ekonomii, socjologii, szeroko rozumianej humanistyki i sztuk pięknych oraz z wykształconym w czasie studiów zdrowym rozsądkiem. Pojawiło się pojęcie inżyniera-artysty” – pisze Kolenda.

Jak wspomina autor artykułu, w środowisku naukowym USA przyjęto trzy filary wykształcenia renesansowego inżyniera, a więc wiedzę (nauki podstawowe jak matematyka, fizyka, informatyka, filozofia, logika itp.), uzdolnienia (np. umiejętność pracy w zespole) oraz przymioty osobiste (m.in. samodzielność w działaniu czy przymioty etyczne).

Warto zauważyć, że w filarze pierwszym, obok niezbędnych dla inżyniera ścisłych przedmiotów wiedzy, wyróżniono filozofię.

Zygmunt Kolenda stwierdza jednak, że jesteśmy daleko od wizji „renesansowego inżyniera”. Główną bolączką jest milcząco akceptowana zasada, że programy studiów tworzy się pod istniejący stan kadrowy.

Tymczasem to, co dostrzegli lata temu naukowcy zza oceanu, teraz zainteresowało urzędników z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Resort zamierza kontynuować działania zmierzające do poprawy jakości kształcenia i badań. Jedną z nich jest strategia „pakiet dla humanistyki”. Jak zaznaczyła minister Lena Kolarska-Bobińska jego szczegóły będą omawiane podczas tzw. okrągłego stołu, który zbierze się pod koniec lutego. Podobno już trwają rozmowy na temat włączenia zajęć z obszaru nauk humanistycznych i społecznych do programów studiów na każdym kierunku.

Jest to niechybnie krok w dobrym kierunku. Inżynier bowiem nie tylko powinien umieć dobrze liczyć i konstruować, ale i funkcjonować w dynamicznie zmieniającym się społeczeństwie i kulturze, o wysławianiu się nie wspomniawszy. Pytanie tylko, jak ów krok zostanie postawiony?

Zygmunt Kolenda w swoim tekście przypomina dotychczasowe doświadczenia we wdrażaniu idei „renesansowego inżyniera” w naszym kraju: „Wzorowana na powyższych zamierzeniach reforma szkolnictwa wyższego w Unii Europejskiej, w tym w Polsce (Krajowe Ramy Kwalifikacji – KRK), doprowadziła do zbioru biurokratycznych wyobrażeń o tym, jak powinno wyglądać kształcenie na wyższym poziomie. Porównanie nowych programów studiów przed przyjęciem zaleceń KRK z tymi po ich wprowadzeniu wskazuje na brak istotnych zmian…” I przestrzega przed zbytnim ingerowaniem urzędników w sprawy naukowców.

Dlatego z niecierpliwością czekamy na efekty rozmów przy ministerialnym okrągłym stole.

/Łukasz Razowski/

razowski

 

WYWIAD: AstraFilm Festival jako forma zajęć akademickich. Rozmowa z drem hab. Sławomirem Sikorą

WYWIAD: AstraFilm Festival jako forma zajęć akademickich. Rozmowa z drem hab. Sławomirem Sikorą

Rozmowa z drem hab. Sławomirem Sikorą, pracownikiem naukowym Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Warszawskiego, pasjonatem Antropologii Wizualnej[2].

Od lat prowadzi pan zajęcia dla studentów z zakresu antropologii wizualnej, skąd pomysł na nową, wyjazdową, formę?

Pierwszym impulsem było zaproszenie ze strony Dimitru Budrali, dyrektora festiwalu. Gdy się żegnaliśmy po festiwalu w 2012 roku zapytał, dlaczego nie przyjeżdżam ze swoimi studentami. Kiedy więc pojawiła się sposobność uzyskania dofinansowania z dotacji ministerialnej na innowacje dydaktyczne, postanowiłem spróbować…

 

Dlaczego wybór padł na festiwal filmów dokumentalnych w Sibiu, w Rumunii?

Byłem tam już kilkakrotnie, gdy zbierałem materiały do książki o filmie antropologicznym. Wiedziałem, że warto. Ale trzeba też pamiętać, że jest to największy festiwal o profilu dokumentalno-antropologicznym w tej części Europy, mający dwudziestoletnią tradycję.

 

Jak wyglądały zajęcia „w terenie”? Jakie wymagania postawił pan studentom?

Zajęć „w terenie” tradycyjnie rozumianych właściwie nie było. Dyskusje ze studentami odbywały się raczej w czasie spotkań przy kawie, w czasie posiłków, w mniejszych grupkach. Trzeba bowiem pamiętać, że projekcje odbywały się aż w czterech salach, od rana do późnego wieczora, a nawet nocy. Chodziło o to, by uczestnicy obejrzeli jak największą liczbę filmów, brali udział w spotkaniach z filmowcami, w masterclassach, a przy tym kierowali się indywidualnym zainteresowaniami i gustem (oraz oczywiście przestudiowanymi wcześniej opisami). Liczyłem na samodzielność i samodyscyplinę. Muszę też przyznać, że mimo własnej samodyscypliny nie udało mi się zobaczyć wszystkich wyświetlanych filmów.

 

Czy zajęcia ograniczały się tylko do wyjazdu?

Mieliśmy dodatkowe spotkania. Na wyjazd zakwalifikowane zostały osoby, które uczestniczyły już w zajęciach filmowych – także moich seminariach, choć oczywiście doświadczenia poszczególnych osób znacznie się różniły. Efektem zajęć mają być esejo-recenzje o wybranym filmie lub poświęcone kwestiom związanym z oglądanymi filmami, napisane oczywiście z wrażliwością antropologiczną.

 

Jakie dostrzega pan zalety takiej formy zajęć uniwersyteckich, a jakie wady?

Sądzę, że w przypadku festiwalu, ilość w pewien sposób przekłada się na jakość. To intensywne doświadczenie. Bo udział w festiwalu to również spotkania z innymi ludźmi, a w szczególności z filmowcami i studentami innych uczelni. Na uniwersytecie (z braku czasu) wybór filmów zawsze jest bardzo merytoryczny: wybieram filmy wybitne lub ważne z jakichś względów. Natomiast na festiwalu mogliśmy oglądać filmy, które zostały wybrane przez doświadczonych selekcjonerów, niemniej są bardzo różnorodne – z uwagi na temat, formę i jakość. To „życie codzienne” współczesnego dokumentu, ale z tym też warto się zapoznać.

 

Jakie wyzwania, jako dla prowadzącego, stawia wyjazdowa forma?

Przy ograniczonym budżecie, to sporo pracy organizacyjnej. Wdzięczny jestem organizatorom festiwalu za pomoc. Oczywiście to też wyzwanie, jak zachować pewnego rodzaju dyscyplinę, jednocześnie jej nie wprowadzając.

 

Czy jest pan zadowolony z rezultatów, które przyniosły zajęcia?

Tak, choć czekam jeszcze na eseje – sesja przed nami.

 

Czy planuje pan wykorzystać tę formę zajęć w przyszłych latach?

To oczywiście zależy od możliwości pozyskania dodatkowych środków, ale uważam, że to bardzo ważne doświadczenie. Studenci w Instytucie tworzą już własne filmy a zainteresowanie tą formą wypowiedzi wzrasta; studenci organizują też własny festiwal. Możliwość uczestniczenia w takich zajęciach dla wielu osób jest bardzo ważna.

 

Co chciałby pan zmienić na kolejnych wyjazdach?

Zapewne będzie to inna grupa studentów, i to będzie już duża zmiana. Oczywiście idealnie byłoby, gdyby istniała możliwość wyjazdów na różne festiwale tego typu.

 

Czy uważa pan, że nowe formy zajęć są potrzebne na uniwersytetach?

Jeśli się weźmie pod uwagę zadowolenie studentów – odpowiedź jest oczywista.

s1

———————————————————————————————-

Rozmawiał Marek Kaleta

Marek Kaleta (red.): po dwóch latach studiów na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego [2010-2012] stwierdziłem, że potrzebuję znaleźć studia, które będą dla mnie pogłębieniem moich pasji i umożliwią mi pracę w interesującej dla mnie dziedzinie. Trochę przypadkowo trafiłem do Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej UW [od 2012r.], gdzie odnalazłem tematy warte pogłębienia. W ramach laboratorium etnograficznego prowadzę badania wśród młodych Gruzinów w Gori z zakresu antropologii politycznej. Działam w Kole Naukowym ETNO. Brałem udział w projekcie  “Rozwój turystki konnej i budowa lokalnej sieci partnerstwa w społecznościach wiejskich okolic Borżomi w Gruzji” fundacji Kaukaz.net jako wolontariusz.


[1]     Największy festiwal filmów dokumentalno-antropologicznych w Środkowej Europie, w 2013 roku odbyła się 20 edycja AstraFilm Festival. http://www.astrafilm.ro

[2]     Subdyscyplina Antropologii Kulturowej, zajmująca się funkcjonowaniem kategorii wizualności w różnych kulturach. http://slawomir-sikora.net